login: hasło:

Absolwenci Wydziału Prawa 1969

Miejsca spotkań i rozrywek

Karol wspomina przyjemne chwile roku 2017

W POSZUKIWANIU NOWYCH WYSP

Rok 2017 kończy się, wiec czas na wspomnienia o podróżach, bo po co pamiętać nieprzyjemności?

Najpierw odwiedziliśmy z Pierwszą Żoną miasto ojców i spędziliśmy mile dni z rodzina, potem było spotkanie zawsze młodych maturzystów w Dusznikach a na koniec dwa dni w dobrym towarzystwie Absolwentów 69 w imponującym Szczecinie. Za wybór tego właśnie miasta na zjazd organizatorom należą się raz jeszcze gratulacje.

            Europejskie ślady Kanadyjczyków

Potem we wrześniu, gdy generalnie chłodniej i wszędzie mniej ludzi. wsiedliśmy do samolotu, by za krótkie pięć godzin lądować na Azorach, małym kawałku Portugalii oddalonym od kontynentu o 1300 km. Przez lata w biurze codziennie widziałem  komputer mojej pracownicy, urodzonej właśnie tam - Marii Ferreira, która na ekranie miała tapetę pokazującą malownicze widoki z wyspy Sao Miguel.

Na ponad 400 tysięcy ludzi o portugalskich korzeniach, którzy mieszkają w Kanadzie, większość wywodzi się właśnie z tych dziewięciu wysp, które 50 - 60 lat temu były najbiedniejszą częścią kraju, na którym kończy się Europa. Dlatego na lotnisku w Ponta Delgada, stolicy archipelagu, pasażerowie, którzy przylecieli z Toronto najpierw witają się z kuzynami czy z bratankami, którzy tam pracują, a dopiero potem wychodzą zobaczyć resztę rodziny.

            Ciekawostki z kanadyjskiej awionautyki

Przed laty to małe lotnisko krótko znalazło się w centrum uwagi, gdy podobny do naszego samolot pełen Kanadyjczyków uniknął katastrofy mimo, iż zabrakło paliwa i silniki zgasły na długo przed celem. Wyciek benzyny spowodował, że ostatnie 80 km pilot w absolutnej ciszy przerywanej tylko szlochaniem ludzi, którzy wiedzieli o co chodzi, przeleciał lotem szybowcowym mając minimalną kontrolę nad wielką, czterystutonową maszyną. 

I wylądował wbrew wszelkim zasadom.  Najpierw okrzyknięto go bohaterem, który wykorzystał fakt, że w życiu prywatnym latał na szybowcach. Potem jednak linia lotnicza zwolniła go bezceremonialnie z pracy bo jego obowiązkiem było zauważyć brak benzyny dużo wcześniej.  Za to psychologowie od lat mają tych 300 pasażerów i załogę za idealny obiekt badań nad zapytaniem: jakie są długoterminowe konsekwencje stresu i szoku, gdy najpierw wiesz, że zginiesz bez śladu w oceanie, a potem okazuje się że się uda przeżyć?

            Azory – dla nas jeszcze terra incognita - gdzieś pośrodku Atlantyku, w połowie  drogi między Europą a Ameryką.

My lądujemy bez dramatów. Hotel przy nadmorskiej promenadzie jest bardzo nowoczesny i jak spod igły, a do tego personel daje nam pokój na długo przed początkiem doby hotelowej bo różnica czasu powoduje, że spaliśmy tylko godzinę czy dwie i jesteśmy „przetrąceni”.

Ponta Delgada spływa po stokach do oceanu a wzdłuż wybrzeża usadowiły się hotele, restauracje i zabytki. Stąd w górę odchodzą wąskie uliczki pamietające minione wieki, gdy Azory były ostatnia szansa dla żeglarzy aby zaopatrzyć się w żywność czy w wodę pitną przed długą podróżą przez Atlantyk i dalej.

Wyspy powstały miliony lat temu z wybuchu podmorskich wulkanów więc nie brakuje tam bazaltu – budowane były z niego domy, kościoły i ulice. W mieście opony samochodów piszczą na wypolerowanej przez lata do połysku czarnej kostce. Ta sama kostka pokrywa chodniki, po których chodzimy – jak w całej Portugalii są one zdobione smokami, czy rybami ułożonymi z białej kostki. Na tych uliczkach jest tak mało miejsca, że wydaje się, iż samochody obcierają się o łokcie ludzi. Nikt jednak nie trąbi, nikt nie pokrzykuje na chodzących, nowoczesność koegzystuje z historią.

Sao Miguel nazywają „zieloną wyspą”. Jest niewielka, ma ledwo 60 km na 15 km i po tygodniu zwiedzania mamy na liczniku ledwo 500 km. Skąd na wulkanicznej glebie taka bogata roślinność – nie wiem, ale znajdziecie tam banany w ogródkach przydomowych, palmy, niesamowite kwiaty jakich nigdy nie widziałem czy kilkusetletnie wielkie drzewa zwiezione przed laty z całego świata przez portugalskich podróżników. Jest jedyna w Europie plantacja herbaty a w szklarniach rosną ananasy. W samym mieście są aż trzy imponujące ogrody botaniczne – jeden z nich wokół Universidade dos Acores, czyli wyspowego uniwersytetu z ośmioma wydziałami i 4i1/2 tys. studentów.

Gdy ruszamy za miasto, Pierwsza Żona nie może się nacieszyć widokiem wysokich krzaków białych i niebieskich hortensji jakie rosną wzdłuż drogi. Chce co chwila je fotografować ale rezygnuje, gdy okazuje się, że ciągną się kilometrami. Ich celem jest nie tyle upiększenie kraju ile rozdzielenie pól czy łąk bo bydło ani owce nie jedzą tych krzaków.

Jak inne tereny pochodzenia wulkanicznego, Sao Miguel jest bardzo górzysta i poprzecinana głębokimi wywozami. Są to wyspy bez plaż bo brzegi są dzikie, skaliste i poszarpane, gwałtownie spadające do wody. Najwyższy góra Portugalii ma 2.300 m. i znajduje się właśnie na wyspie Pico, najmniejszej z całego archipelagu.  Drogi są strome, wąskie i bez poboczy wiec nasz Fiat musi się wspinać na pierwszym lub drugim biegu. Co chwila tablica zachęca, aby zboczyć do miradouro, punktu widokowego, z którego widać połowę wyspy i bezbrzeżny niebieski ocean. Ponieważ mamy ładna pogodę, więc widoki są niesamowite. 

Znamy Atlantyk z Islandii, gdzie nawet latem jest wzburzony i groźny. Tutaj we wrześniu ten sam ocean jest spokojny i równy jak stół – choć pewnie nie wygląda tak samo w styczniu, gdy jest ichnia zima i temperaturą spada do „ledwo” 15 stopni. Z hotelowego balkonu jak na wyciągnięcie ręki widać zawijające do portu wielkie wycieczkowce, które przypływają na dzień do Ponta Delgada, by wieczorem płynąc dalej, na Maderę czy na Wyspy Kanaryjskie. Ciekawie jest wcześnie rano oglądać precyzję z jaką ponad 3.000 pasażerów znika ze statku w ciągu godziny i czekającymi na nich autobusami rozjeżdża się po wyspie. Wracają koło piątej a już godzinę później wielka łódź cicho rusza w kierunku oceanu.

Poza Ponta Delgada atrakcji jest dużo, ale w pamięci pozostało kilka.  SETE CIDADES to dwa jeziora w dawnych kraterach wulkanu, połączone przesmykiem a mimo tego widziane z góry jedno ma jakby zieloną a drugie niebieską wodę. W miasteczku przed kościołem oglądamy ślub – panowie w czarnych garniturach, panie w niebieskich sukniach.

Potem do FURNAS, słynnego z aktywnych pól wulkanicznych, gdzie spod ziemi dymi para i bulgocze wrząca woda. Lokalni zakopują tam co rano do gotowania kotły wypełnione wieprzowina z jarzynami, by je w południe z wielką ceremonią i na oczach turystów odkopać a dania podawać w restauracjach. Próbowałem, było to bez smaku i tłuste, a gdy poprosiłem o musztardę – nie mieli! Nie tylko ja narzekałem na tę wątpliwą atrakcję – obok grupa młodzieży z Czech „głośno kręciła nosami”.

Ale właśnie w Furnas jest wielki i wspaniały ogród botaniczny - Terra Nostra. Ma dwustuletnią historię i całą gamę dziwnych roślin oraz wielkich drzew. Jest taki rozległy, że gdy po trzech godzinach zabrakło nam sil na chodzenie, nadal całego nie zaliczyliśmy.

Stamtąd krętą i zwariowaną drogą można dojechać na szczyt z widokiem na LAGOA DO FOGO, kolejne jezioro kraterowe, skąd jak na dłoni widać całą wyspę.

A na koniec dwie wioski, które uderzają swoją urodą - NORDESTE, na przeciwnym od Ponta Delgada krańcu wyspy ma ładną architekturę, położone jest wysoko nad oceanem i wydaje się, że może się tam stoczyć. Natomiast POVOACAO leży w głębokim wąwozie, gdzie domy przyklejone do stoków też wydają się przygotowywać do upadku. 

Tam, też na tarasie restauracji gotowej polecieć w dół, jem specjalne danie wyspy - zapiekankę rybną a Pierwsza Żona swoje ulubione małże. Do tego białe lokalne wino, tanie jak woda, potem równie dobre espresso – czy staremu człowiekowi trzeba czegoś więcej?

Wspomnienia z podróży Karol Wronecki grudzień 2017

Międzytytuły od redakcji RG

Mapa: https://pl.wikipedia.org/wiki/Azory#/media/File:Azory_mapa.png

1 stycznia 2018

Galeria zdjęć

Więcej z działu "Miejsca spotkań i rozrywek"...

  1. Karol wspomina przyjemne chwile roku 2017
  2. Z twoją córką? Nigdy
  3. Każdy ma taką wyspę na jaką sobie zasłużył
  4. Wywar z przywar: Depresja Komika
  5. Roman Sobczak „NASI MUZYKANCI”
  6. Andrzej Grzebyk Superstar
  7. Rajdy turystyczne – rozrywka i edukacja okresu naszych studiów

Copyright © 2014 | Łukasz Parysek & Absolwenci Wydziału Prawa 1969