login: hasło:

Absolwenci Wydziału Prawa 1969

Miejsca spotkań i rozrywek

WIOSNA - ZIMĄ

 

 

Może - by tak na Rajd Marzanny

O rajdach Marzanny z okresu studiów wspomina dla nas Roman Sobczak

         Tegoroczna zima (2019//2020) okazała się żartowniczką i zadrwiła z nas, przynosząc wysokie temperatury i słońce. Czy to już wiosna - pytamy nieśmiało?

            To wiosenne słońce ostatecznie zmobilizowało mnie, by po raz kolejny podzielić się wspomnieniami z okresu studiów. Było to wówczas kiedy wiosnę robiliśmy zimą. Niechaj jednak ten wstęp nie zmyli nikogo – nie będzie to meteorologiczne wspomnienie. Chcę opowiedzieć o fragmencie życia studenckiego zwanego „rajdami”. Już wcześniej napisał o nich słów kilka – Wojtek Koncewicz. Dzisiaj rzecz o organizacji rajdu Uniwersytetu Wrocławskiego – zwanego Rajdem Marzanny.

            Przygotowania rajdu zaczynały się zimą, kiedy opracowywano program, szczegółowe plany przebiegu poszczególnych tras rajdowych, załatwiano formalności. Każdy rajd miał swoją oryginalną plakietkę i znaczek. W latach sześćdziesiątych oprócz imprez środowiskowych, wszystkie wyższe uczelnie wrocławskie organizowały swoje rajdy uczelniane. Rajd Marzanny był rajdem uniwersyteckim (flagowym) organizowanym od 1965 r. Zwykle opracowanych było 8 – 10 pieszych tras górskich, które zbiegały się w jednej górskiej miejscowości Dolnego Śląska. Niestety moja pamięć nie utrwaliła miejsc zakończenia I-go i II-go Rajdu Marzanny (może komuś z Was pamięć lepiej dopisuje? – wszak to tylko pół wieku temu). Ja uczestniczyłem w trzech kolejnych rajdach, w latach 1967 – 1969:

            III Rajd, odbył się w 1967 roku, z zakończeniem w Leśnej /Baworowa/;

            IV Rajd, w 1968 roku, zakończony w Mieroszowie;

            V Rajd, w 1969 roku, z finałem w Stroniu Śląskim.

            Rajd Marzanny, poza sportowymi i towarzyskimi atrakcjami kończył się podpaleniem a w finale utopieniem przygotowanej kukły Marzanny – personifikacji znienawidzonej zimy. Zimy w okresie naszych studiów były zdecydowanie bardziej śnieżne i mroźne niż teraz i dlatego topienie Marzanny było prawdziwym wyrażeniem naszych emocji – tęskniliśmy za wiosną.

            Uczelniane rajdy odbywały się zawsze pod patronatem JM Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 1967 i 1968 patronował nam wspaniały Rektor Prof. dr hab. Alfred Jahn a w roku 1969 Prof. dr hab. Włodzimierz Berutowicz.

            Organizacja rajdów była dość rozbudowana co wskazywało na wagę tego turystycznego i kulturowego wydarzenia. Była to właściwie organizacyjna drabina. Siłą sprawczą była Rada Uczelniana ZSP za pośrednictwem Akademickiego Koła Turystycznego. Jednak głową i duszą rajdu był jego szef – zwany Kierownikiem Rajdu. W roku 1967 był nim kol. Bartek Rabinowicz, a w następnych latach 1968 i 1969 kol. Stasiu Gołąb. Pomocnikami Kierownika Rajdu byli „kierownicy tras”. Zadaniem tych ostatnich było przeprowadzenie grupy po wyznaczonej trasie do miejsca wspólnego spotkania. Przy takiej rozbudowanej hierarchii nie było żadnej „partyzantki” ani dowolności ale też i ryzyko było minimalne.

            Przypadek zrządził, że byłem w latach 1967 – 1969 kierownikiem trasy „biwakowej”. W tym okresie jako instruktor ZHP zajmowałem się stworzeniem kręgu instruktorskiego. Kiedy więc pojawiłem się na „wieży” (gdzie mieściła się Rada Uczelniana ZSP) zaprzyjaźniony Janusz Kaszper zakomenderował: „Harcerze marsz na trasę biwakową” – i tak już było przez następne 3 lata.

            Uczestnicy rajdów, wędrując po górach, nocowali zwykle w schroniskach lub u życzliwych gospodarzy, a „biwakowicze” oczywiście w namiotach. Wymagało to zdobycia dużej ilości małych namiotów, materacy i śpiworów. Z pomocą przyszedł Hufiec ZHP przy ulicy Sienkiewicza, który corocznie bez obaw powierzał nam swój sprzęt. Nie opuszczała nas też uczelnia, która na czas rajdu użyczała samochód do przewozu sprzętu biwakowego.

            Z wędrówek szlakami chciałbym opowiedzieć 2 epizody.

            Pierwszy, miał miejsce podczas III Rajdu Marzanny tuż po rozpoczęciu wędrówki z Kliczkowa w kierunku Leśnej. Po rozbiciu namiotów i rozpaleniu ognisku na polanie udaliśmy się na spoczynek. Jak wspomniałem wcześniej zimy w tamtym okresie były dość uciążliwe i potrafiły się ciągnąć mimo wiosny w kalendarzu. Obudziliśmy się wczesnym rankiem stwierdzając, że woda poza namiotami przybrała postać lodu. Nikt jednak się nie przeziębił i nikt nie narzekał. Badaczom kultury studenckiej pozostawiam ustalenie tego fenomenu.

            Drugi, wydarzył się w marcu 1968 r. przechodziliśmy wówczas przed rajdem ze Staszkiem Szpetnerem trasę IV Rajdu Marzanny, idąc z Zagórza Śl. do schroniska Andrzejówka. Nic nie zapowiadało niespodzianek, a pogoda była wiosenna. Zbliżając się do schroniska należało pokonać szczyt Jeleńca. Tu się jednak okazało, że zima nie opuściła gór, a śnieg zalegał na całym północnym zboczu. To żadna przeszkoda dla takich dwóch dzielnych traperów. Nie zbaczając ze znakowanego szlaku dotarliśmy do schroniska. Tu już bez emocji. szybko odkryliśmy, że nasze dżinsy, obuwie i inne składniki odzieży pobrały maksymalną ilość wody. Pomocną dłoń wyciągnęły do nas kucharki ze schroniska – proponując wysuszenie odzieży na piecu kuchennym. Cóż było robić, cześć ubrań powędrowała na piec, a my przetrwaliśmy proces suszenia. (Romek nic nie pisze o metodach przetrwania – czy chodzi tylko o koce czy też o płyny rozgrzewające a niekoniecznie ciepłe – jako wytrawna harcerka chciałabym to wiedzieć RG)

            Wracając jeszcze do przebiegu rajdów. Powrót odbywał się specjalnym pociągiem rajdowym przygotowanym dla zmęczonych rajdowiczów. Nikt jednak nie odpoczywał, piosenki rajdowe pisane niekiedy podczas rajdu towarzyszy nam aż do dworca we Wrocławiu. Z tradycji rajdowych niewiele chyba już pozostało. Pozostały na pewno piosenki rajdowe śpiewane przy rożnych okazjach. Dowody znajdziemy w zachowanych śpiewnikach.

 

A DZIŚ, ci którzy kochają wiosnę – mają ją też zimą (no i za co tu topić Marzannę?). A tym którzy tęsknią za śniegiem pozostaje wiara z dawnych lat, że może on się zdarzyć jeszcze w kwietniu.

                        Wrocław luty 2020 r.                    Roman Sobczak.

P.s. Marzannę z winietki utopiłam w naszym imieniu w wannie, może wiosna na dobre, przedrze się przez zimowo – wiosenne zawieruchy R.G.

16 lutego 2020

Galeria zdjęć

Więcej z działu "Miejsca spotkań i rozrywek"...

  1. Wiosna – Zimą – dodatek do wspomnień o Rajdzie Marzanny
  2. CUBA LIBRE!
  3. WIOSNA - ZIMĄ
  4. Karol wspomina przyjemne chwile roku 2017
  5. Z twoją córką? Nigdy
  6. Każdy ma taką wyspę na jaką sobie zasłużył
  7. Wywar z przywar: Depresja Komika
  8. Roman Sobczak „NASI MUZYKANCI”
  9. Andrzej Grzebyk Superstar
  10. Rajdy turystyczne – rozrywka i edukacja okresu naszych studiów

Copyright © 2014 | Łukasz Parysek & Absolwenci Wydziału Prawa 1969